Pokolenie Instant

Zawsze myślałam, że do szczęścia człowiekowi potrzebne jest wiele rzeczy. Poczynając od pieniędzy, kończąc na gromadce ułożonych i posłusznych dzieci. Sporo czasu zajęło mi pojęcie, że do szczęścia wystarczy mi to, co już mam. Musiałam to tylko pokochać.
Kilka lat temu moja podświadomość gdzieś tam dawała mi znać, że powinnam żyć według tej zasady. Niestety, ja uparcie chciałam więcej, szybciej i wszystko naj, naj, naj… Niepotrzebnie.

Miałam skończyć studia, później zacząć kolejne, miałam jechać do dużego miasta, w pogoni za karierą, by jak szczur biec po coraz większy kawałek, który najpewniej wyszedłby mi uszami albo czterema literami prędzej!

Chciałam, żeby na dźwięk mojego nazwiska ludzie stawali na baczność, by byli dla mnie mili i zawsze robili to,o co ich proszę. Czyli, w skrócie mówiąc, chciałam być panią prezes albo panią kierownik, panią dziennikarką z grającego pudła, panią redaktor naczelną z dużego magazynu mody. Do pewnego momentu całkiem dobrze kroczyłam do wymarzonego celu. Po drodze jednak coś się stało. Coś poszło nie po mojej myśli. Los odwrócił się od moich marzeń i postawił mnie przed próbą. Życie kazało mi otworzyć oczy i się zastanowić, kurwa, co Ty robisz?!

Pierwszym moim nieświadomym krokiem do zmiany nastawienia do życia była zmiana otoczenia. Kończąc studia postanowiłam wyjechać do Paryża. Oczywiście, moje drogie koleżanki, myślałam, że wyjazd do Paryża to ogromna szansa na rozwój osobisty, na rozwój kariery, na zdobycie doświadczenia, na zakupy w Chanel i na popołudniowe kawki z francuską śmietanką towarzyską. Śmietanka była, ale w kawie pracodawcy, podana na srebrnej tacy przez służącą, czyli przeze mnie. Dostałam w dupę! Dzięki Bogu. Amen.

Drugim krokiem było zrozumienie, na jakim żyję świecie. Ja nie żyję w bajce, tylko w pieprzonym horrorze. Ten sam DRAMAT powtarzał się każdego dnia przez prawie

3 lata, od 10:00 do 20:00, wyłączając soboty i wakacje. Przesadzam, wiem.

Trzecim krokiem było przewartościowanie. To, co kiedyś uważałam za numer jeden, teraz jest już nieistotne.

Ostatnim krokiem była akceptacja, tego kim jestem i tego, co już posiadam.

Często w życiu bywa tak, że pewne rzeczy dostrzegamy, kiedy jest już za późno. Za późno doceniamy ludzi, którzy nas otaczają, za późno zaczynamy dbać o swoje zdrowie, za późno zaczynamy szanować samych siebie, za późno zaczynamy żyć. Problem pojawia się wtedy, gdy żyjemy w oczekiwaniu na coś. Oczekujemy lepszej pracy, lepszych zarobków, lepszego seksu, lepszego wyglądu i wszystko odkładamy na później. Czekamy, czekamy i czekamy i tak naprawdę sami zapominamy na co.

To jest cholerny paradoks życia! Chcemy wszystko na już, teraz, natychmiast, kurwa daj mi to! A gdy okazuje się, że to my sami musimy na coś zapracować, na coś zasłużyć, to odkładamy działania na później. Ha!

Ktoś może za ciebie zrobić obiad, ktoś może za ciebie pracować. Seks możesz uprawiać przez internet, zawierać znajomości przez TINDER, fotki przerabiać w aplikacji na insta osiągając sto polubień, a normalnie tylko dwadzieścia i zapadasz się w tym wirtualnym świecie zapominając, że prawdziwe życie też może być zajebiste! Niby masz wokół siebie dużo ludzi, ale nie wnoszą nic do twojego życia, niby jesteś w związku, ale czujesz się samotnie, niby się akceptujesz, ale potrzebujesz wiecznej adoracji. Wiecie, jaki mamy problem? Problem z koncentracją. Albo w ogóle nie potrafimy skupić się na dniu dzisiejszym, albo skupiamy na tym, na czym nie powinniśmy.

Słuchaj mam dla Ciebie dobrą wiadomość!

Nie ma jednego sposobu na udane przeżycie swojego życia, więc albo zaakceptuj to, co masz, albo naucz się coś zmieniać.

Nie uda się od razu. Nie jesteś czarodziejem, ja też nie jestem latającą wróżką, ale nigdy nie uwierzę w twoje słowa: „tak bardzo chcę, ale nie mogę”.

Możesz!

Odłóż telefon.
Skup się na osobach, które kochasz.
Spędzaj jak najwięcej czasu na tym, co lubisz. Słuchaj ludzi.
Czasem zamilcz.
Pokaż kim jesteś.
I pokochaj tę osobę.

Nie robię zawrotnej kariery, nie imponują mi obce osoby, zmieniam tylko to, co mogę i tak długo, jak trzeba.

Kocham. Jestem kochana. Zwolniłam. Jestem szczęśliwa.

O AUTORCE

foto

 

Ania Kitka

Urodzona realistka, wiecznie uśmiechnięta. Skończyła studia na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie, skosztowała pracy w mediach, kilka lat przemieszkała w Paryżu, pracując na marzenia szorowaniem cudzej podłogi, tam dołączyła do KLUBU POLKI NA OBCZYŹNIE, gdzie opowiada o prawdziwym życiu w Paryżu. Prowadzi bloga, pisze rzadko, ale szczerze. Uciekła na polską wieś, by w spokoju doceniać każdy dzień; nie pracuje w zawodzie, pisanie traktuje jako hobby, które jest lekiem na cale zło. Dzień zaczyna od wody z cytryną, a kończy tabliczką czekolady.

 

BLOG / FB

 

PHOTO: Florian Wehde / Unsplash.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s